poniedziałek, 22 października 2012

Piosenka Tiary Przydziału

      Otworzyłam ponownie oczy. Na mnie patrzyła się jakaś kobieta o dobrotliwym uśmiechu i zatroskanymi rysami twarzy. Pomimo wszystko wyglądała na zdenerwowaną. Osoba stojąca obok również. Druga pani miała ciasny kok i zerkała na mnie surowo znad swoich okularów. Nie wiem, ale pomyślałam o kocie. Dziwna myśl.
- Dziewczyno, czyś ty oszalała?!
- Proszę się uspokoić, pani profesor. Ona pewnie jest w szoku jeszcze.
- Mogła stracić życie. ten podły hipokryta celował prosto w nią! Mógł ją zabić, a jeszcze nikt z nauczycieli nie byłby w stanie jej obronić... To lekkomyślne zachowanie! Jak się nazywasz? - zapytała mnie się sroga 'pani profesor'. Drgnęłam.
- Jessica Newton - odpowiedziałam oschle. Taki ton głosu nie był zamierzony, więc szybko i w miarę grzecznie dodałam - pani profesor.
- Hm, dobrze. Za dziesięć minut odbędzie się przydział pierwszorocznych. Dobrze się czujesz? - zapytała mnie tonem mniej ostrym.
- Nie, nic mi nie jest. Czy muszę tutaj jeszcze zostawać? - zapytałam. Wolałam już szybciej mieć przydział za sobą. Też bardzo się bałam.
- Ona musi wypić ten eliksir. Inaczej może jej się zrobić słabo. Jeszcze by tylko śmierciożercy brakowało!
    Irytowało mnie, że pielęgniarka nie zwracała się do mnie wprost, tylko per "ona".  Wstałam pomimo zrzędzenia tej kobiety.
- Proszę to wypić!
- Nic mi nie jest. Poradzę sobie - powiedziałam i wyszłam. Zorientowałam się, że nie znałam drogi, ba, nawet nie wiedziałam, gdzie iść. Nagle serce podskoczyło mi do gardła. Przeżegnałam się ze strachu. W oddali leciał po korytarzu DUCH! Najprawdziwszy duch! Gdybym mogła to bym zaczęła krzyczeć, ale gardło miałam ściśnięte.
- Oooo, co my tu robimy? - ta istota podleciała do mnie i patrzyła się na mnie tak jakoś dziko. Trochę się bałam, ale coraz mniej.
- Nie twoja sprawa.
-  Coś pyskata pierwszoroczniaczka przyszła...
- IRYTEK!
    To krzyknęła pani McGonagall. Duszek szybko czmychnął. Sroga kobieta wzięła mnie za rękę i poprowadziła do Wielkiej Sali. Idąc, rozglądałam się wszędzie dookoła. Wszystko mnie fascynowało, tak, że czułam na ciele ciepły dreszczyk emocji. Miałam halucynacje. Portrety się poruszały, nawet jeden z postaci puścił do mnie oczko. Uśmiechnęłam się do niego. Co jakiś czas schody również zmieniały miejsce. Napawało mnie to nierealną, dziwną satysfakcją. Cieszyło mnie, że jednak tutaj przyjechałam.
    Wielka Sala była bardzo pięknie wystrojona. Wisiały w powietrzu kolorowe serpentyny. Znajdowały się cztery stoły, większość uczniów stała przy nich. Zauważyłam, że uniformy uczniów poniekąd różnią się od siebie. Niektórzy mają inne kolory, czerwony, zielony, żółty i niebieski. Chciałam usiąść gdzieś na uboczu przy tych z niebiesko-czarnymi mundurkami, ale McGonagall zaciągnęła mnie  na środek sali. Głupio się czułam, a usłyszałam ze strony osób z zielonymi krawatami pojedyncze śmiechy.  Myślałam, że spłonę ze wstydu. W końcu nauczycielka mnie zostawila przy grupce pierwszoklasistów i poszła na swój tron. Zwykle nazywałam tak miejsca główne dla ważnych osobistości.
- Witam wszystkich zgromadzonych. Przepraszam za te komplikacje - zerknęła na mnie znad swoich okularów - Jak już wiecie wszyscy, oprócz nowych uczniów nie wolno zbliżać się do Zakazanego Lasu. Jest surowo karane posiadanie jakiejkolwiek rzeczy pochodzącej z firmy Weasleyów. Zresztą mam nadzieję, że każdy zapozna się z regulaminem, który znajduje się u pana Filcha. Mam nadzieję, że ten rok będzie jednym z tych, które zapadną wam głęboko w pamięci. Dwa lata temu musieliśmy żyć w tej szkole z poplecznikami Voldemorta - ucichła na chwilę. Niektórzy się skrzywili. Po chwili kontynuowała. - Doznaliśmy jeszcze wcześniej wielkiej z wielu wielkich strat. Zginął profesor Dumbledore. Ci, którzy go znali za życia, wiedzą, że był człowiekiem dobrym, uczciwym, najpotężniejszym. Proszę was o minutę ciszy dla złożenia hołdu temu wybitnemu czarodziejowi - Uchrypła.
   Ogółem wszyscy zamilkli. Niektórzy, ale to tylko parę osób rozmawiało szeptem między sobą. McGonagall miała taką moc, że mogła surowo popatrzeć na kogoś, a osoba ze wstydu by umilkła.
- Dobrze. Niech więc zabrzmi Tiara Przydziału!
     Jakiś kapelusz otrząsnął się i zaczął śpiewać:

Na Salazara - ślamazara,
Na Rowenę - Gomez Selenę
Na Helgę - Obelgę
Na Godryka - zegar-tyka
Przyszli do nas pierwszoroczni,
jak smoki cholernie żarłoczni.
Ciągle tylko chipsy zajadają
i na komputerach grają.
Gdzie się podziały tamte dzieciaki,
Co jak debile, ganiały szpaki?
Gdzie się podziały tamte wspomnienia,
Nawet te nie do zniesienia?
Dzisiejsze dzieci głupawe są,
a rodzice dobrze o tym wie-dzą.
Inteligencją swą dorównują chomikowi,
o cholera, w nodze mnie mrowi...
Tak, więc głupcy co po suficie chodzicie,
do jednego z czterech domów traficie,
Do Slytherinu,
gdzie nikt nie powie "nie" winu,
Do Ravenclavu,
gdzie są ludzie po fachu,
Do Hufflepuffu,
gdzie jest dużo ziomów z Agrabachu,
Do Gryffindora,
Gdzie na wódę jest zawsze pora... 

- Dobra, stop! - krzyknęła profesor. W sali wybuchły śmiechy. Tiara zakończyła to śpiewanie...

5 komentarzy:

  1. fajne, tylko skąd Jesica wiedziała że zbliża się do niej McGonagall?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hagrid jej mówił, że McGonagall to równa kobita itede.

      Usuń
  2. Super :D Jeśli masz wolny czas, to zapraszam do mnie, ale mój blog nie jest za bardzo rozbudowany, więc proszę o wyrozumiałość ^^ - http://sophie-opowiadania.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Hehee :3 Ale to zajebiaszcze xd
    Rozbawiła mnie bardzo piosenka tiary xd
    Oby tak dalej! :D
    Życzę weny :*

    OdpowiedzUsuń