piątek, 19 października 2012

Gdy dotarłam do stacji usiadłam na pobliskiej ławce, by zaczerpnąć powietrza przed czekającą mnie niesamowitą przygodą...

    Nadszedł dzień, w którym po raz pierwszy zobaczyłabym Hogwart. Miałam niedaleko do King Cross, więc poszłam na piechotę. Naprawdę byłam podekscytowana. Hagrid wytłumaczył mi jak wejść na peron 9 i 3/4. Musiałam przebić się przez barierkę łączącą peron dziewiąty i dziesiąty. Miałam jedynie obawę, że w najgorszym razie uznają mnie za chorą psychicznie, gdybym stuknęła o zamurowaną przestrzeń. Sama myśl o takim wypadku wydawała mi się śmieszna.
    Słońce przeszywało każdy zakątek Londynu grzejąc wszystkich. Chmury widoczne z daleka nie stanowiły żadnego zagrożenia powodziowego. Wiatr hulał beztrosko szeleszcząc kolorowym poszyciem z liści.
    Gdy dotarłam do stacji usiadłam na pobliskiej ławce, by zaczerpnąć powietrza przed czekającą mnie niesamowitą przygodą. Zrezygnowałam z wylegiwania się, ponieważ zauważyłam, że zwracam na siebie uwagę. Nie dziwiłam się zresztą. Targałam dwie duże torby podróżne, kociołek i na dodatek sowę w klatce. Za pięć minut odjeżdżał pociąg. Postanowiłam przedostać się do peronu, w którym miałam odjechać do Hogwartu. Podeszłam do tej barierki i powstrzymałam oddech. Posuwałam się dalej, aż zetknęłam się z ścianą. Kątem podświadomości oczekiwałam uderzenia, które rozbiłoby mi bez problemu głowę. Jednakże pobiegłam dalej i otwierając oczy zauważyłam czerwony pociąg. Lśnił naprawdę zachwycająco. Wokół znajdowało się wielu ludzi z podobnym bagażem do mojego.
   Weszłam do lokomotywy i dałam jakiemuś mężczyźnie, który mnie o to poprosił bilet. Odwzajemniłam jego uśmiech i zaczęłam szukać jakiegoś wolnego wagonu. Z natury byłam nieśmiałą osobą. Wolałam zostać sama niż siedzieć między nieznajomymi. Usiadłam przy oknie i próbując szczęścia założyłam słuchawki na uszy. Włączyłam odtwarzacz MP3. Przez chwilę nie działał, ale potem mogłam posłuchać spokojnie muzyki. Co też mi ten Hagrid za bzdury naopowiadał, wszysto działa jak natura chciała. Pomyślałam. Właśnie zaczęła się moja ulubiona piosenka z grupy Three Days Greece, gdy tu nagle usłyszałam trzask drzwi.
- Przepraszam, można? - miała kruczoczarne włosy spięte w wysoki kucyk. Różana cera ładnie tliła się w pomieszczeniu. Rysy były bardzo łagodne i przyjazne. Zazdrościłam jej orzechowych oczu. 
    Kiwnęłam głową i z grzeczności wyjęłam z uszu słuchawki. Dziewczyna wykorzystała to bardzo dobrze.
- Jestem Klara, Klara Jordan. A ty?
- Jessica Newton. Miło mi - szepnęłam. Wolałam uniknąć rozmowy.
- Mam nadzieję, że znajdę się w Gryffindorze... Tam są ludzie odważni i w ogóle... ja też chcę być taka...
- Ale na pewno taką nie zostaniesz - mruknął inny głos. Do wagonu weszła jeszcze inna osoba. Chłopak miał brązowe włosy, ładne, wydatne usta i migdałowe oczy.
- Jestem Scorpius Darkness. A wy jak się nazywacie?
    Zaciekawiła mnie jego osoba, więc chciałam na nim wypróbować pewną taktykę zwaną podrywem, ale szczerze należałam do osób, które nie interesowałam się chłopakami. Za młoda byłam.
- Nie mam imienia - mruknęłam - A to moja siostra - puściłam jej perskie oczko, uśmiechnęła się blado.
- Nie wierzę. Jak masz na imię?
- Nie mam imienia. Rodzice zapomnieli mi je dać. Nie chcieli mnie - zrobiłam smutną minę.
- Współczuję. Widziałyście taką dziewczynę? Bardzo mi się podoba, a nie wiem jak do niej zarwać - zaczął. Zdziwiło mnie, że tak otwarcie nam to mówił.
   Nagle pociąg się zatrzymał, a Scorpius bezwładnie wylądował na mnie...

___________________________

Jak się Wam notka podoba?

Zapraszam również na mojego fotobloga ---> http://www.photoblog.pl/sollaris/135585545/witajciee.html

wtorek, 16 października 2012

Króciutka notka na wieczorek :)

- Hagridzie? - zagadnęłam zaczepkowo, by rozpocząć konwersację. Miałam tyle pytań, a rozmowa z Staisy dzwoniła mi w uszach. Chciałam wiedzieć, co to wszystko znaczyło i o czym mówiła. Jej wygląd nadal był dla mnie dziwny. Wyglądała na bardzo ładną dziewczynę, ale oczy jej mieniły się złocistymi kolorami. Naprawdę mnie to chwyciło, że lada chwila a mogłabym się stać lesbijką. Cera blada pięknie prezentowała się przy wspaniałych blond włosach. Ja przy niej mierzyłam nisko co do urody, ale nie uważałam się za brzydką, a także  za piękność się nie uznawałam. Z tych zamysłów uwolnił mnie mój towarzysz, a zarazem opiekun.
- Co?
- Ehm... chciałam się zapytać, co to Hogwart i te domy? Staisy coś mi napomknęła o nich, ale nie wiedziałam o co jej chodzi.
- No Hogwart to przeciż jest szkoła dla czarodziejów. Ano są w nim cztery domy. Hufflepuff, Gryffindor, Ravenclaw i Slytherin. W Slytherinie są przebrzydłe diabły, tam są zwykle Ci, co lubią czarną magię. Wcześniej byli tam poplecznicy Sama-Wiesz-Kogo, ale jego już nie ma...
- Sama-Wiesz-Kogo? Kto to?
- Taki czarnoksiężnik. Harry Potter go pokonał, cholibka, miałem szczęście go poznać, nawet się przyjaźnimy - powiedział z dumą.
- Harry Potter? Obiło mi się o uszy... - przypomniałam sobie jak rok temu jakiś mężczyzna podszedł do mnie i wytarmosił krzycząc "Ciesz się, bo to szczęśliwy dzień! Niech żyje Harry Potter!". Dziwne przeżycie.
- A to ci heca. Harry Potter znany w świecie mugolskim - uradował się Hagrid, a na jego twarzy zagościł rumieniec.
- Hagridzie, a co z domami?
- Ach taak, no to są cztery domy, jak mówiłem. Ravenclaw jest dla osób no kujonów... a Gryffindor, no ba, sam w nim byłem... - zauważyłam, że uśmiechnął się do siebie, ale ten usmiech raptownie zbladł - w Gryffindorze są jedynie ci odważni, mężni itepe, a w Hufflepuff same niezdary. Ale są tam ludzie wierni uczciwi, więc cholibka jedynie Slytherin odradzałbym.
- A to sami wybieramy dom?
- Niee, no co ty. Tiara. Wkładasz ją na głowę i ona ci powie w jakim będziesz domu i już.
- Tylko? - zdziwiłam się, że to takie proste. Moja wyobraźnia pędziła hen wysoko. Bałam się jedynie, że trafię do Slytherinu.
- A co to jest szlama? - zapytałam, przypominając sobie kolejny fragment rozmowy.
- Szlama? To obraźliwe określenie czarodziejów, którzy pochodzą z mugolskich rodzin - powiedział niepewnie Hagrid. Zrozumiałam wszystko.
- Czyli jak ja?
- Tak, właśnie do Slytherinu trafiają tacy ludzie, co używają tego ordynarnego języka.
    Pomyślałam sobie, że Staisy trafi do Slytherinu. Współczułam jej, ale nie znałam jej. Może by się ucieszyła na wieść o tym, że dostałaby się do tego domu. Porzuciłam te myśli i poszłam do zoologocznego, by kupić sobie sowę.
   W sklepie znajdowało się wiele ptaków i nie tylko. Wielobarwne z tropików wzbudziły mój zachwyt, ale nie sądziłam, by długo pożyły w nieznanym klimacie, więc zrezygnowałam z kupna takich egzotycznych zwierząt. Spojrzałam na koty, niektóre naprawdę wyglądały słodko, ale jak sobie postanowiłam, szukałam ładnej i dobrej sowy. Hagrid mi powiedział, że one są bardzo sprytne i zaniosą list wszędzie, dokąd bym tylko chciała. Wybrałam sobię tę:


Ujął mnie ten wygląd. :)