piątek, 2 listopada 2012

Lekcja OPCM z Maksem Tenetem :P

   Na przerwie przed lekcją z OPCM (obrona przed czarną magią) nabazgrałam krótki liścik do Hagrida.

Hagridzie,
myślę, że raczej będę mogła do Ciebie wpaść. A mogłabym ze sobą wziąć moich nowych kumpli? Uparli się, by mi towarzyszyć. Mam nadzieję, że u Ciebie wszystko w porządku.
                                                                                                                 Całuję. Jessica

   Poszłam w towarzystwie Klary i Caroline do sowiarni. One znały już do niej drogę, więc skorzystałam z ich pomocy. Szybko dotarłyśmy do wyznaczonego miejsca. Weszłam do środka i nieśmiało zrobiłam parę kroków. Pomieszczenie było niewielkich rozmiarów.  Wszędzie znajdowały się sowy. Na górze, gdzie znajdowały się specjalne obręcze dla ptaków siedziała moja sówka, którą nazwałam Luiza. Od wieków podobało mi się to imię. Pierzaste zwierzęta zapaskudziły większą część sowiarni.
- Luiza! - zawołałam. Luiza szybko, wręcz z prędkością  światła przyfrunęła do mnie i usiadła na moim ramieniu.
- Ależ śliczna - zachwyciła się Caroline Wilson. Klara jej zawtórowała. Zignorowałam je.
- Wyślij ten list Hagridowi, dobrze? - zapytałam. Sówka uszczypnęła mnie delikatnie w ucho. Zrozumiałam, że w ten sposób zapewniała, że dostarczy kopertę mojemu przyjacielowi. Dałam jej w nagrodę trochę przysmaków. Gdy je zjadła, wcisnęłam jej w dziób list, a Luiza poleciała w dal. Przez chwilę z dziewczynami przyglądałyśmy się lotowi sowy, a potem poszłyśmy na OPCM.
   Na tej lekcji musiałam usiąść z Staisy. To właśnie dziewczyna, z którą rozmawiała jeszcze przed podróżą do Hogwartu. Siedziała przy krawędzi ławki. Trochę mnie to zirytowało, ponieważ czułam się poniekąd odrzucona, obca, ale wyperswadowałam sobie te myśli i wyjęłam książki. Dziewczyna już dawno miała je wyjęte.
- Witam. Nazywam się Maks Tenet i będę was uczył obrony przed czarną magią. Jeśli ktoś nie jest zainteresowany może wyjść z tej klasy - powiedział głośno i zdecydowanie. Rozejrzałam się dookoła. Nikt się nie ruszył. Profesor ciągnął dalej. - A więc jeśli naprawdę chcecie się czegoś nauczyć to uprzedzam - musicie zachowywać się przyzwoicie. Macie trzy szanse. Jeśli je zmarnujecie... pożegnamy się. Na zawsze. W tej sali będziecie się uczyć tego, jak obronić się przed czarną magią, najpotężniejszą i najbardziej złożoną magią, jaka istnieje na tym świecie, więc nie będę tolerował waszych wygłupów. Mam nadzieję, że mnie zrozumieliście. Jak nie... trudno, wasza strata...
    Wydał mi się bardzo surowym nauczycielem. Miał wydatny podbródek, ładne orzechowe oczy, w tej chwili dziwnie połyskujące, włosy krótkie, ale czarne. Jego cera była równie blada jak skóra Staisy. Zauważyłam, że na niej przedłużył swój wzrok. Dziewczyna dzielnie patrzyła mu w oczy, ale speszona opuściła w końcu wzrok. Zdziwiło mnie, że jej oczy, a dokładnie tęczówki mieniły się dziwnym, czarnym jak węgiel kolorem. Zaniepokoiło mnie to. Postanowiłam do niej zagadać.
- Ej, pamiętasz ten dzień, kiedy się spotkałyśmy po raz pierwszy? - zapytałam, w napięciu wyczekując jej odpowiedzi.
- Pamiętam - powiedziała, ale wyczułam u niej, że jej chęci do rozmowy zmalały do zera. Nie odpuściłam jej jednak.
- To jak ci powiedziałam, że moi rodzice są mugolami to jakoś dziwnie się zachowałaś. Dlaczego? - mówiłam już pod wpływem impulsu.
- Pomyślmy. Może dlatego, że jesteś nędzną szlamą? - rzuciła sarkazmem. We mnie gotował się gniew.
- Tak? A kimże ty jesteś, co? No powiedz? - szeptałam tak zaciekle, że niektórzy słyszeli syk. Klara się odwróciła w moją stronę. Gestem pokazałam, żeby się zmieniła pozycję na wcześniejszą. Oczy Staisy zrobiły się ciemniejsze, o ile to w ogóle mogło być możliwe.
- Jestem tym, czym jestem - syknęła i o dziwo wyszła z klasy, zatrzaskując drzwiami. Zamrugałam oczyma.
- Co się jej stało? - zapytał mnie rudy chłopak, który siedział obok Scorpiusa. Wyglądał na nieco głupkowatego osobnika. Miał na nosie okulary, które przysłaniały lazurowe oczy. Nieco długie włosy opadały mu niechlujnie na wszystkie strony. Nie obdarzyłam go zaufaniem jak na pierwsze wrażenie. Ale w końcu uroda to nie wszystko.
- Nie wiem - wzruszyłam ramionami. Jednak Scorpius napotkał mój wzrok i nasze spojrzenia się połączyły. Wiedziałam, że nie dał się nabrać. Spuściłam wzrok i odwróciłam się do siebie.
    Maks Tenet, który zauważył, że Staisy wyszła z klasy. Podszedł do mnie.
- Co się stało? - szepnął. Nie wiedziałam, czy mu zaufać czy też nie. Wyglądał trochę młodo. Miał zapewne nieco ponad trzydzieści lat.
- Nic - odpowiedziałam, ale oczy nauczyciela zaczęły świdrować. Poddałam się.
- Pokłóciłam się z nią, panie profesorze.
- Hm. Zostaniesz po lekcji, panno...
- Nazywam się Jessica Newton.
- Panno Newton.
     Bałam się końca lekcji. Profesor Tenet co prawda okazał się potem bardzo miłym człowiekiem i ciekawie opowiadał o różnych wydarzeniach, ale naprawdę miałam wątpliwości, czy dobrze postąpiłam, mówiąc mu prawdę. Przecież ta sprawa dotyczyła mnie i Staisy. Nie chciałam w to mieszać osób trzecich. Gdy tak zamyśliłam się nie zauważyłam, że dzwonek zadzwonił. Amber szturchnęła mnie. Ocknęłam się i zapakowałam książki do torby. Dziewczyna czekała, myśląc, że razem z nią pójdę do pokoju wspólnego Gryffindoru.
- Amber, idź już. Ja... mam coś do załatwienia. Trzymaj się.
- Okej. Do zobaczenia.
   Odwróciła się i poszła ku drzwiom. Odprowadziłam ją wzrokiem. W końcu zniknęła z pola widzenia. Profesor wyczarował talerz z ciasteczkami.
- Częstuj się - powiedział dobrodusznie.
    Zbiło to mnie z pantałyku. Przecież nie po to tu zostałam, żeby jeść z Tenetem ciasteczka!
- Dziękuję - wzięłam jedno ciastko z grzeczności - Ale chyba nie chciał pan, bym została po lekcji tylko po to, by skosztować tych ciastek, prawda?
- Widzę, że wiesz, czego chcesz. Lubię takie osoby. Ale to taka dygresja. O co się pokłóciłyście? Wiesz, to dla mnie bardzo ważne.
    Znów mnie nauczyciel zaskoczył. Co w tym takiego ważnego?
- Znaczy się zapytałam się jej dlaczego dziwnie się zachowywała, gdy po raz pierwszy się spotkałyśmy.
- Co masz na myśli twierdząc, że dziwnie zachowywała? - podchwycił profesor Tenet.
- Wyznałam jej, że moi rodzice są mugolami... To wtedy tak jakoś chłodniejsza była dla mnie.
- Ach - wymknęło się profesorowi. Szybko się zreflektował. - Mów dalej.
- Nazwała mnie szlamą... to ja jej spytałam się, kim ona jest, skoro ma takie domniemanie... odpowiedziała coś w stylu 'jestem tym, czym jestem' i poszła. Nic specjalnego - dodałam.
- Tak, masz rację. Nic specjalnego. Przepraszam i dziękuję, że pozwoliłaś mi zmarnować swój cenny czas. Do widzenia.
- Do widzenia - mruknęłam. Powoli wyszłam z sali. Kiedy ostatni raz zerknęłam na profesora to zobaczyłam, że głęboko się zamyślił. Miałam mętlik w głowie.
   W pokoju Gryfonów znajdowało się dużo osób. Z wielkim trudem odnalazłam tych, których szukałam. Razem z Klarą i Scorpiusem powędrowałam do Wielkiej Sali. Wzięłabym ze sobą również Karolinę, Amber i Nikę, ale one miały jakieś plany, co wydało mi się podejrzane. Scorpius zaczął dźgać Klarę   w plecy. Dziewczyna co chwilę drgała pod wpływem zaskoczenia. W końcu kopnęła go mocno w nogę. Skrzywił się z bólu.
- Klara! Zaraz cię dopadnę! - krzyknął i zaczął ją gonić. Klara uciekała, śmiejąc się głośno. Jakie mi się to wydało dziecinne.
- Ej, dzieci! Jak skończycie to dajcie mi znać - krzyknęłam. Roześmiali się. Nagle zauważyłam wielką postać Hagrida. Uśmiechnęłam się do niego promiennie i podbiegłam, nie zwracając uwagę na Klarę i Scorpiusa, a potem przytuliłam. Olbrzym poklepał mnie, aż mi w żebrach coś zagrało.
- Cholibka. Przepraszam, Jessica. To ic przyprowadziłaś w eskorcie? - zapytał, wskazując na ganiających się Scorpiusa i Klarę.
- Tak, to oni. Ale ja się do nich nie przyznaję  - mruknęłam, a Hagridowi zatrzęsła się broda.
- Klara! Scorpius! Chodźcie tutaj, bo was tu tak zostawię! - krzyknęłam, a oni posłusznie do mnie przyszli, przerywając tę dziecinną zabawę.
- To jest Klara, a to Scorpius. A to jest Hagrid - zapoznałam ich ze sobą.
- Miło mi. Mam nadzieję, że bawiliście się dobrze - zagadnął Hagrid. Dwójka się zawstydziła, co znów mnie usatysfakcjonowało.
- Tak, na pewno. Hagridzie, mam ci coś do powiedzenia... - zaczęłam.

5 komentarzy: