Hej! Jak zauważyliście nastąpiła pewna zmiana związana z szablonem, który wykonała Klara. Mam nadzieję, że każdy, kto skomentuje bloga na pewno coś napisze na temat tego dzieła, gdyż sądzę, że dziewczyna się napracowała i jej talent powinien być doceniony. Doceniam go podwójnie, ponieważ sama chciałam spróbować zrobić nagłówek a wyszła kicha, a szablon zrobić jest dwukrotnie trudniej! Żeby się odwdzięczyć zrobię reklamę jej blogów, które co prawda znajdują się w kolumnie bocznej, ale naprawdę tak wspaniałych blogów jeszcze nie odwiedzałam, bądź i odwiedzałam, ale za niepamiętnych czasów.
>KLIK<
>KLIK<
>KLIK<
Zapraszam z wielką przyjemnością na te blogi.
Wiem, że trochę się rozpiszę w sprawach organizacyjnych, ale jak mus to mus. Od tej chwili będę numerować notki liczbami arabskimi, gdyż tytuły ciągną się niemiłosiernie po lewej stronie, więc wolałabym numerować normalnie. I zapomniałam, o czym miałam napisać >.< Może to i lepiej... xD
***
Pobiegłam na błonia. Byłam naprawdę przywiązana do mojej górki, na której zawsze samotnie spędzałam czas rozmyślając o wielu sprawach. Scorpius zapewne nie zrozumiał mojego zachowania, z czego po raz pierwszy w życiu się cieszyłam. Poniekąd czasami dziwnie reagowałam, czym irytowałam innych. Po prostu obawiałam się tego, że mógłby zacząć węszyć i wtedy poznałby tajemnicę wampirzej rodziny. Wiedziałam, że Mike poszedł za mną i prędzej czy później znajdzie mnie siedzącą na trawie, zajętą myślami. Wolałam go nie obarczać swoimi refleksjami. Zresztą słabo go znałam, ale pomimo tego darzyłam go zaufaniem. W tej chwili nie mogłam mu powiedzieć niczego, co by go zaniepokoiło. Przecież zerwałby ze mną, a tego nie chciałabym.
Wiatr hulał miotając wściekle różnokolorowymi liśćmi, które tańczyły po powierzchni ziemi. Wierzba Bijąca wyginała się w różne strony uderzając z łoskotem ziemię. Gwiazdy lśniły na niebie, co jakiś czas spadając na nieznany grunt. Chłodne powietrze przeszywało moją skórę od stóp do głowy. Nie zwróciłam na to uwagi. Powoli wstałam i zeszłam na podnóże mojej górki. Nie potrafiłam usiedzieć w miejscu. Zauważyłam jak moja sowa leciała wysoko i zaczynała lądować. Zaczepiła się o moje ramię i upuściła na moją wyciągniętą rękę Proroka Wieczornego. Dałam do małego woreczka kilka srebrnych monet. Poczułam natarczywe dziobanie mojego ucha. Odsunęłam Kirę od siebie.
- Nie mam nic dla ciebie - mruknęłam.
- Ale ja mam.
Mike pojawił się jak zwykle w najmniej oczekiwanym momencie. Podarował sówce kilka smakołyków. Kira połknęła z pewnym trudem porcję i poleciała obrażona na mnie w kierunku Zakazanego Lasu. Nie bałam się, że zgłodniały testral na nią zapoluję, ponieważ Hagrid zapewniał na lekcji opieki nad magicznymi stworzeniami, że zostały doskonale wytresowane.
Wertowałam i czytałam zachłannie gazetę, próbując odpędzić myśli jak natrętne muchy.
"Śmierciożerca na wolności poluje"
Śmierciożerca, który zaatakował 1 września pociąg jadący do Hogwartu znów się ujawnił. Oczywiście nauczyciele, przebywający w pobliżu nieznanego czarodzieja, nieudolnie próbowali go złapać. Jak źródła, z których korzystałam, podają - jedna osoba została poważnie ranna. Trzeba również wspomnieć, że od tego wydarzenia minęło ponad 4 lata. Aurorzy, a w tym słynny Harry Potter pilnie poszukują owego śmierciożercy.
Potter, który pokonał samego Tego-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać odmówił przeprowadzenia wywiadu na ten temat, ponieważ nikt nie ma czasu. Można by stwierdzić, że boi się przyznać do nieudanych poszukiwań.
Jednakże dziś dotarły do mnie wiadomości, że owy śmierciożerca po tylu latach znów zaatakował. Rodzina mugoli, mieszkająca w Londynie została wymordowana. Najbardziej fascynującym faktem jest to, że pięć lat temu zaatakowano czarownicę mugolskiego pochodzenia, a wczoraj zabito jej rodzinę. Czego od niej chce? Czy jest związana z Harrym Potterem?
Czytaj więcej na 7 stronie.
- NIE! - krzyknęłam. To było niemożliwe! Nawet nie zauważyłam, że Mike opatulił mnie swoim garniturem. Ukucnęłam i zaczęłam płakać. Przytuliłam się do chłopaka, mocząc jego koszulę. Nie przeszkadzało mi to, że jego ciało było chłodne. Właśnie ono mnie uspakajało. Miałam chęć złapać drania i wyrwać mu głowę własnymi rękoma. Mój towarzysz wyjął mi delikatnie gazetę i przeczytał fragment, który znienawidziłam najbardziej na świecie.
- Jessica - zaczął uspokajającym tonem. - To akurat artykuł Rity Skeeter i nie wszystko, co pisze jest prawdą. Chodźmy to sprawdzić.
- Jak? - wychrypiałam. Płomyk nadziei rozpalił się na dobre.
- Powiedz, gdzie dokładnie mieszkasz - powiedział.
- Niedaleko Flower Street, dwie ulice dalej. Co zamierzasz zrobić? - spytałam.
- Sprawdzimy, czy to prawda. Idziemy tam, ale ty musisz zostać. Pójdę z Maksem.
- Nie, przecież on tam może być nadal! Idę z wami! - uparłam się i nie zamierzałam się poddać. - Tam mogą być moi rodzice! bez względu na to, co powiesz, idę z wami. Muszę się dowiedzieć... ujrzeć na własne oczy!
Mike patrzył na mnie sceptycznie, ale w końcu podjął decyzję.
- Dobrze, jeśli Maks się zgodzi to pójdziesz. Jak nie, przykro mi, ale będziesz musiała zostać - mruknął i pocałował mnie w czoło.
***
Znajdowaliśmy się przy drzwiach do gabinetu Teneta. Zaczęłam walić nie pięściami. Nie myślałam racjonalnie, więc moje zachowanie nie było najgrzeczniejsze. Martwiłam się o rodziców. Nie wiedziałabym, co zrobić, gdyby to, co wypisywała Skeeter okazało się prawdą. Obawiałam się najgorszego. Nigdy nie przygotowano mnie do usłyszenia takiej wiadomości. Roniłam przez całą drogę tysiące łez.
Wreszcie ktoś otworzył.
- Co się dzieje? - mruknął Tenet, ziewając.
- Czytaj pan - powiedziałam i rzuciłam mu gazetę. W każdej następnej minucie czułam się, jakby dostała ataku szału. Profesor wziął Proroka i zaczął robić to, co mu bezczelnie kazałam.
- Żadnego zabójstwa nie było - rzekł spokojnie. - Słyszałem, że tak naprawdę to przeszukał dom, gdy tych mugoli nie było...
- To są moi rodzice! Chcę się z nimi natychmiast zobaczyć! Bez względu na to, co się z nimi stało! - krzyknęłam. Myślałam, że zwariuję.
- To może być niebezpieczne - mruknął Mike.
- Niebezpieczne?! W moim domu był śmierciożerca! Teraz może dopaść moich rodziców. Myślisz, że będę siedzieć bez sensu i czekać aż zamorduje moją mamę i tatę? - zawołałam i zaczęłam krążyć w tę i z powrotem.
- Myślę, że powinienem z profesor McGonagall to przedyskutować - oznajmił Maks Tenet. Miałam ochotę go zabić. Tutaj liczyły się minuty, może i nawet sekundy, a on chciał rozmawiać z dyrektorką. Zobaczył moją minę. - To zajmie tylko chwilę. Powinna być na balu.
***
Szliśmy w milczeniu. Mike objął mnie w talii. Maksowi to nie przeszkadzało. Jako jedyny nie miał nic przeciwko do naszego związku, choć dowiedział się o nim pół godziny temu.
- Dlaczego cię nie było na balu? - spytał Mike Maksa.
- Na początku byłem, widziałeś mnie, ale musiałem pójść do gabinetu, by poszukać czegoś ważnego...
Gdy oni rozmawiali ze sobą poczułam straszliwy ból ściskający moje serce. Czułam niewytłumaczalne poczucie winy. Może za mało pisałam do rodziców? Co śmierciożerca chciał znaleźć w moim domu? Czego szukał? Może cztery lata temu nie zostałam przypadkową ofiarą napadu... Te rozmyślania prowadziły mnie do obłędu. To, że był to ten sam człowiek wiedziałam instynktownie, nawet, gdyby Skeeter by tego nie napisała to domyśliłabym się tego prędzej czy później. Zaczęłam szperać w pamięci. Co mam takiego cennego? Nie znałam odpowiedzi na to pytanie.
Wiem, krótkie..
Woooow....Świeetne! :o
OdpowiedzUsuńJa chcę więceej! :D
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział! :D
OdpowiedzUsuń`- Co się dzieje? - mruknął Tenet, ziewając.
- Czytaj pan - powiedziałam i rzuciłam mu gazetę.`
Rozwalają mnie takie teksty xd
Bardzo ciekawy rozdział, czekam na więcej :)
Życzę weny :D
* sorka, niechcący napisałam z tamtego konta xd *
Cześć, przepraszam że nie odwiedzałam ani nic, nie miałam czasu nawet wejść na neta. Postaram się to jakoś nadrobić, zapraszam :)
OdpowiedzUsuńSpoko, nic się nie stało :3
Usuń